W sprawie listu Sławiny Kosmulskiej

Data: 22.05.2009, godz. 0:00

Dziwi mnie ogromnie, ze list Sławiny Kosmulskiej dotykający zasadniczych spraw Pomorza został przez wiele osób odebrany jako doraźna akcja w obronie redaktor „Pomeranii”, gdy tymczasem list wyraża przede wszystkim troskę o kształt ZK-P i kierunek działań jego władz.

Wiele już zostało powiedziane i o Pomorzu i o Kaszubach, a także o licznych ( mam nadzieję, że autentycznych, a nie tylko służących kreowaniu pozytywnego wizerunku) poczynaniach władz ZK- P na rzecz innych niż Kaszubi grup etnicznych. Swoją drogą już samo to rozróżnianie wskazuje na istotne podziały w łonie ZK-P.

Z sentymentem wspominam okres, kiedy należałam do Zrzeszenia, choć korzenie mojej rodziny, jak zresztą wielu obecnych mieszkańców Pomorza, sięgają wschodnich kresów II RP. ZK-P działało wówczas na rzecz społeczności tej ziemi, było fenomenem na skalę ogólnopolską ( więcej, na skalę tzw. krajów demokracji ludowej), było organizacją w dużej mierze niezależną od ówczesnych władz partyjnych i rządowych. Oczywiście, oparcie znalazło przede wszystkim wśród ludności kaszubskiej, ale przecież i ją trzeba było rozbudzić, zachęcić do działania. Każdy przejaw odrębności; kulturowej, cywilizacyjnej, językowej był wtedy władzy niewygodny, ale to właśnie Zrzeszenie nadawało tym odrębnościom rangę wydarzeń.

Dziś, kiedy regionalizm jest w modzie i jest wspierany przez Unię Europejską, ZK-P ma tym większe szanse działania na rzecz społeczności Pomorza, bo teraz już nie chodzi tylko o podkreślanie i wspieranie odrębności kulturowej ( czemu nikt nie przeszkadza) a o działanie na rzecz budowania społeczności ludzi, którzy będą się czuli odpowiedzialnymi gospodarzami i obywatelami swojej ziemi.

O to właśnie zabiegał „anachroniczny” ideolog, Lech Bądkowski i tego żadną miarą nie można zmarnować teoriami o „historycznym” tylko walorze jego teorii. Przeciwnie, jego teorie są dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek, bo można je wcielać w życie. Dziś jest czas budowania prawdziwej samorządności lokalnych społeczności, niczym nie skrępowanego wyłaniania lokalnych polityków. Od tego będzie zależała jakość życia mieszkańców Pomorza ( i Kaszubów i nie- Kaszubów) we wszystkich jego przejawach.

Warto przy okazji zauważyć, ze niemal wszyscy pochodzący z Pomorza, a piastujący dziś ważne funkcje państwowe, samorządowe, a także liczący się w środowiskach naukowych wyszli niejako „spod ręki” Bądkowskiego, że wymienię tylko np. Donalda Tuska, Józefa Borzyszkowskiego ( z pochodzenia Kaszubów) ale przecież i Aleksandra Halla i nawet Bogdana Borusewicza (wcale nie-Kaszubów). Bogdanowi Borusewiczowi w czasach jego rewolucyjnego działania Bądkowski ze swoją wyważoną długomyślnością też wydawał się nieco anachroniczny, dziś natomiast dostrzega wagę jego dokonań i wartość teorii, dla których nadszedł czas realizacji. Marszałek Senatu RP w sprawach samorządowych, obywatelskich przemawia niemal słowami Bądkowskiego.

Dlaczego więc obecni czołowi działacze ZK-P starają się pomniejszyć znaczenie twórcy swojej organizacji? Czy to znana psychologii trudność zmierzenia się z wielkością poprzedników? Swoją drogą warto się zastanowić, dlaczego córka Lecha Bądkowskiego, Sławina Kosmulska, w swoim czasie bardzo zaangażowana w działalność Zrzeszenia i nadal angażująca się w żywotne sprawy Kaszubów i, właśnie szerzej, Pomorzan, znalazła się poza nim.

Chcę przy tym przytoczyć moje doświadczenie związane z realizacją filmu dokumentalnego o Lechu Bądkowskim, uwzględniającego w dużej mierze rolę Kaszubów i samego ZK-P w ówczesnym krajobrazie politycznym Polski. Liczyłam na wsparcie Zrzeszenia i to wcale nie finansowe, ale tzw. logistyczne, np. pomoc w dotarciu do samorządów gmin zarządzanych przez zrzeszeńców. Nie umiem zrozumieć, dlaczego nie udało mi się go, mimo zabiegów, uzyskać. Oczywiście, znaleźli się na Pomorzu samorządowcy którzy wsparli realizację filmu i chwała im za to

Niektórzy działacze ZP-P przytaczają przykłady zaangażowania obecnych władz w działania na rzecz Kociewia, Żuław, etc. i twierdzą, że nikła reprezentacja środowisk niekaszubskich w organizacji to wina marazmu tychże społeczności. Być może tak jest, ale właśnie do władz Zrzeszenia powinno należeć ich ożywienie,

Zawsze zresztą pozostaje kwestia atmosfery sprzyjającej zaangażowaniu „tych innych”. Wspomniałam, że należałam do ZK-P. Byłam zapraszana na liczne konferencje, spotkania, wydarzenia społeczne i kulturalne. Starałam się coś wnosić także moją „niekaszubską” obecnością, tyle, że od paru lat już nie mam okazji , bo zaproszenia przestały docierać. Pojawił się więc problem pewnego zamykania się.

Oczywiście, w podkreślaniu odrębności Kaszubów nie ma niczego złego, tyle, że ustawianie ich w jednym szeregu z przedstawicielami mniejszości narodowych w Polsce, mających „z klucza” zapewnioną reprezentację parlamentarną budzi podejrzenie, że niektórym działaczom ZK-P właśnie o ten klucz chodzi. A czy wymienieni wyżej politycy uzyskali społeczne poparcie z klucza? Czy nie lepiej budować swoją polityczną karierę działając na rzecz lokalnej społeczności według klucza wskazanego przez Bądkowskiego?

Mam nadzieję, że list Sławiny Kosmulskiej poruszy środowisko zrzeszeńców; i obecnych i także, być może, byłych, a w konsekwencji służyć będzie myśleniu o naszej wspólnej przyszłości.

I na koniec, mała dygresja. Służba Bezpieczeństwa PRL nadała inwigilowanemu przez dziesięciolecia Bądkowskiemu kryptonim „Inspirator”, jakże adekwatny do jego wszechstronnych działań. Dziś pozostaje życzyć każdemu regionowi , a także Polsce, takich „anachronicznych inspiratorów”.

 

Maria Mrozińska

producent filmu dokumentalnego
„Kryptonim Inspirator”