LECH BĄDKOWSKI – BOHATERSTWO ŻOŁNIERZA, WYOBRAŹNIA PISARZA, ROZSĄDEK REGIONALISTY I DZIEDZICTWO „SOLIDARNOŚCI” – prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński

Data: 29.04.2014, godz. 21:40

Najpierw zacząć wypada od faktów o charakterze biograficznym. Jest to potrzebne, aby następnie ukazać wyjątkowość naszego bohatera. Zastanowić się bowiem trzeba dlaczego dziś wspominamy Lecha Bądkowskiego? Czy tylko dlatego, że niedawno minęła 30 rocznica jego śmierci? A może dlatego, że tak jego biografia, jak twórczość i publiczna aktywność mówią nam coś istotnego, są przydatne do analizy, zrozumienia i sensownego życia we współczesnych realiach? Innymi słowy – cóż nam po Bądkowskim w czasie obecnym? I po cóż o nim opowiadać młodym ludziom, dla których zarówno epoka, w której on żył, jego doświadczenia biograficzne, jak i problemy, którymi się zajmował mogą wydawać się tak odległe jak wydarzenia z lat I wojny światowej…

***

Przywołuję ją tu nie bez powodu. W tym roku, wśród wielu okrągłych rocznic jest także ta – 100 lat temu wybuchła Wielka Wojna, jak ją później nazwano. Dziś już raczej mówimy, że nie tyle była I i II wojna światowa, ile jeden ciąg konfliktów światowych zapoczątkowany na początku XX wieku i trwający do końca wojny koreańskiej w połowie lat 50. Ta pierwsza połowa minionego wieku całkowicie odmieniła mapę geopolityczną. Urządziła nowy porządek światowy. Wydawałoby się… wieczny. Tymczasem przetrwał on ledwie kilka dziesięcioleci i rozpadł się najpierw w procesie dekolonizacji, a następnie wraz z upadkiem komunizmu. Niektórzy wręcz twierdzili, że historia zakończyła się w 1989 roku. Dziś jednak widzimy, że płonne to były nadzieje i naiwne złudzenia… Historia znów na naszych oczach „zerwała się z łańcucha” i kto wie, gdzie nas doprowadzi w najbliższych latach? Jak rozwinie się sytuacja na terenach „po-radzieckich”, w Europie, Azji Środkowej i w konsekwencji w skali całego globu? Może są to paroksyzmy ostatniego imperium? A może kolejna rekonfiguracja światowego porządku, czy raczej – jak mówił Z. Brzeziński – bezładu?

***

Czy ta refleksja ma jakiś związek z Lechem Bądkowskim? Ano ma! Bowiem I wojna światowa przyczyniła się do ukształtowania się zupełnie nowego systemu politycznego w naszej części Europy. Wystarczy porównać mapę nadbałtyckiego obszaru politycznego z 1910 i 1920 roku! Niemal wszystko się zmieniło! W tym roku Polska wróciła nad Bałtyk. I w tym roku urodził się w Toruniu Lech Bądkowski (24 I, a więc symbolicznie w czasie gdy wojska Hallera wkraczają do Torunia i na Pomorze). W Toruniu, który stał się stolicą nowego województwa pomorskiego. Jest on więc równolatkiem Rzeczpospolitej na Pomorzu. I zarazem typowym (?) przedstawicielem „pokolenia Kolumbów”, tych, którzy rodząc się w latach 1918-1922 kiedy tylko zaczęli wchodzić w dorosłość musieli zmierzyć się z niewysłowioną agresją i stanąć w obronie Rzeczpospolitej.

Taki był też los młodego Bądkowskiego. Po ukończonej edukacji średniej w Toruniu i szkoleniu wojskowym staje w szeregach żołnierzy polskich w czasie kampanii wrześniowej 1939. Po klęsce wrześniowej przedzierał się przez Ukrainę i Węgry do Francji, aby tam kontynuować walkę. I walczył w sformowanej szybko Brygadzie Strzelców Podhalańskich, biorąc m.in. udział w bitwie o Narvik (1940). Za postawę w tej bitwie otrzymał z rąk generała Władysława Sikorskiego order Virtuti Militari kl.V.

Cóż jednak stąd skoro nadeszła kolejna klęska… Po upadku Francji należał do tych szczęściarzy, którym udało się przedostać do Anglii. Walczył następnie jako żołnierz Polskiej Marynarki Wojennej na Morzu Śródziemnym i Atlantyku. Później przeszedł szkolenie na cichociemnego, a więc znalazł się w elicie elit wojska polskiego…

***

A jednocześnie… Z perspektywy lat nie doceniamy znaczenia szoku klęski wrześniowej. Szoku, który był szczególnie dojmujący dla młodych ludzi wychowanych w duchu patriotyzmu przez polską szkołę. I przeświadczonych o polskiej wielkości. A tu ledwie kilka tygodni wystarczyło, aby świat się zawalił. I to zawalił w wyniku uderzenia podwójnego wroga. Jakież to musiało mieć konsekwencje geopolityczne! I miało! Stało się na lata głównym przedmiotem konfliktu politycznego w obrębie elit polskich. Jak poradzić sobie z tymi hitlerowsko-sowieckimi kleszczami, które ścisnęły Polskę? Jak zachować się w obliczu mizerii i pasywności Zachodu? Jaką wypracować politykę polską w nowych realiach, mając świadomość słabości państwa przedwrześniowego? (My je dziś idealizujemy, bo po 1945 roku oficjalna propaganda przedstawiała Polskę przedwrześniową jako państwo niemal faszystowskie, ale przecież ci, którzy doświadczyli klęski wrześniowej mieli pełną świadomość jego słabości…)

Wszystkie te pytania stawiał sobie młody żołnierz polski na Wyspach Brytyjskich – Lech Bądkowski. Ale jego oryginalnym wkładem do ówczesnych sporów politycznych było dodanie wymiaru regionalnego. Otóż stał się on współtwórcą i przywódcą Związku Pomorskiego, który założył w 1944 roku w Wielkiej Brytanii. Opublikował tam też swoją fundamentalną pracę (broszurę): Pomorska myśl polityczna, Londyn 1944. Na pewno nie było to działanie lokujące się w głównym nurcie ówczesnej myśli politycznej polskiej w Londynie. Ale tym bardziej oryginalne…

Pisał więc już w 1944 r.: „Zasadniczym celem ruchu wielkopomorskiego, lub dzisiaj krótko zwanego pomorskim, jest odbudowa historycznego Pomorza przede wszystkim przez samych Pomorzan w ramach Państwa Polskiego i w ten sposób oparcie Państwa w możliwie największej mierze o Bałtyk. Jego wskazania i cele programowe są następujące:

1. Pomorze jest jedno, niepodzielne, ciągnie się od Strzałowa po Elbląg, od Bałtyku po Drwęcę, Wisłę, Noteć, Wartę, Odrę i Zaodrze – oraz stanowi całość etniczną, historyczną, gospodarczą i administracyjną.

2. Plemię Pomorskie, dwujęzyczne na skutek narzucenia mowy najeźdźców jego zachodniej części, jest ograniczenie związane z Narodem i Państwem Polskim.

3. W ciągu długich stuleci ekspansja niemiecka kierowała się głównie przeciw Pomorzu, przeto zniszczenie siły zaborczej Niemiec oraz usunięcie śladów niemczyzny ze wszystkich dziedzin życia, stanowi niezbędny warunek bezpieczeństwa i normalnego rozwoju Pomorza.

4. Pomorze jest również zainteresowane w walce o powrót do Macierzy ziem dorzecza Odry.

5. Interesy poszczególnych narodów słowiańskich – w ich istocie i należytym zrozumieniu – są wspólne, przeto stopniowe łączenie się Słowiańszczyzny jest nakazem przyszłości”[1].

Nowy kształt granic, kwestie stosunków ludnościowych, stosunek do Niemiec, Niemców i kultury niemieckiej, pozycja ustrojowa i sytuacja kulturowa powojennego Pomorza – to były główne sprawy, które go wówczas interesowały. I w dużej mierze postał im wierny. Choć po latach potrafił np. zweryfikować swój stosunek do Niemców, w oczywisty sposób niechętny w warunkach wojennych.

Oto w 1979 roku, podczas spotkania w PEN-Clubie w Warszawie w rocznicę wybuchu II wojny światowej, potrafił powiedzieć bardzo wymowne słowa:

„Dla bojaźliwych nie ma litości. Chcę zatem powiedzieć wyraźnie, świadom odpowiedzialności, w czterdziestolecie początku wojny narodów świata, w którą wejść musieliśmy dla obrony Rzeczpospolitej Polskiej: czas na rzeczywiste pojednanie między Polakami i Niemcami. Czas, aby zwłaszcza ci, którzy przeżyli ów kataklizm, zrzucili z siebie więzi nienawiści; obowiązek dania przykładu należy – moim zdaniem – do tych, którym walczyć wypadało twarzą w twarz. Chciałbym aby obchód wybuchu wojny, jak też jej końca, umacniał w nas wolę wzajemnego zrozumienia, które jest podwaliną pokoju i pogodzenia się i chciałbym, żeby nie rozjątrzał w nas uczuć wrogich – przeciw komukolwiek; żeby najgorsze w historii Polski doświadczenie nie porażało naszej wyobraźni, która wespół z rozumem musi pracować na rzecz przyszłości. Pamiętać o wszystkim – tak, nienawidzić – nie”[2].

To nie były wówczas tak oczywiste słowa i postawa. A wręcz przeciwnie…

***

Ideom i pomysłom, które Bądkowski sformułował w 1944 roku w Londynie był wierny do końca swojego życia. One stały się podstawą przyjętej przezeń strategii postępowania w realiach PRL, bo Bądkowski należał do tych, którzy podjęli niezwykle trudną iw  jego przypadku bardzo ryzykowną decyzję o powrocie do Polski. Kiedy jednak wrócił w 1946 roku do Gdańska, stał się od razu rzecznikiem i współkreatorem podmiotowej obecności Gdańska, Kaszubów i Pomorzan w rzeczywistości PRL.

***

I teraz przechodzimy do opisu doświadczeń i życia niepokornego intelektualisty w realiach powojennej Polski. Kompromisy, negocjacje, rozmowy, koncentracja na konkretach, próba realizowania organicznikowskiej wizji osiągania małych celów… To była istota jego praktyki obywatelskiej. Ale też kiedy trzeba było zaprotestować w obliczu rosnącej opresji politycznej potrafił głośno powiedzieć: nie pozwalam, nie zgadzam się… Czynił to w samotności albo w kręgu bardzo niewielu osób równie odważnych i zdecydowanych jak on. Za cenę bardzo dotkliwych konsekwencji. Tak stało się w marcu 1968 roku, kiedy to wraz z Różą Ostrowską i Franciszkiem Fenikowskim poprali studentów i zaprotestowali przeciwko temu co się wówczas działo. Cena była wysoka – zakaz publikacji, zwolnienia z pracy, a wiec wręcz uderzenie w podstawy egzystencji. Liczyła się jednak odwaga i niezgoda na kampanię nienawiści

***

Marzec’68 to bardzo ważny epizod, ale jeden z wielu… Można bowiem o L. Bądkowskim powiedzieć, że była to absolutnie wyjątkowa postać w warunkach gdańskich i pomorskich. Obecna na różnych polach aktywności: dziennikarskiej, pisarskiej, regionalistycznej… A przede wszystkim politycznej, bo w ówczesnych realiach każdy czyn, gest, słowo miały znaczenie polityczne właśnie.

Spójrzmy na te pola aktywności i doświadczenia biograficzne.

Kiedy Bądkowski wraca do Polski po studiach w Wyższej Szkole Handlu Morskiego w Sopocie (1949) i oraz na uniwersytecie w Łodzi (prawo, 1951) podjął współpracę z wybrzeżową prasą, najpierw od 1952 r. z „Dziennikiem Bałtyckim”, następnie od 1953 r. z tygodnikiem „Rybak Morski”, a w 1956 roku został zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Ziemia i Morze” (szczecińsko-gdańskie pismo). Podkreślić trzeba, że jako jeden z pierwszych pisał np. o dramacie Słowińców.

Bardzo ważnym doświadczeniem pokoleniowym wręcz był Polski Październik’56. Wtedy to, na fali odwilży panującej już od końca 1955 roku, Bądkowski wchodzi bardzo mocno w działania przygotowujące regionalne przebudzenie. Staje się współtwórcą i głównym ideologiem założonego po Październiku’56 Zrzeszenia Kaszubskiego, później – wedle jego koncepcji poszerzającego swoją formułę jako Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie (1964)

Od początku para się piórem nie tylko jako dziennikarz. Jest też pisarzem (niektórzy twierdzą, że chciał być nim przede wszystkim). Zostaje członkiem Związku Literatów Polskich (w latach 1957-66 był prezesem oddziału gdańskiego ZLP) i polskiego PEN-Clubu (od 1953 r.). W latach 1954-1956 był kierownikiem literackim Teatru Lalki i Aktora „Miniatura”.

Będąc tak silnie zaangażowanym w sprawy publiczne i tak mocno manifestującym swoje polityczne poglądy staje się jednym z liderów ruchu opozycyjnego w Gdańsku. Nie może wiec dziwić zaangażowanie w Sierpień’80. Najpierw jest współtwórcą posłania pisarzy do strajkujących robotników. Później, od 21 sierpnia 1980 r., jest członkiem prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej, zostaje jego rzecznikiem prasowym i członkiem grupy negocjującej Porozumienie Gdańskie, gdzie odpowiadał za kwestie dotyczące wolności słowa w Polsce. Po wygranych strajkach i podpisanych porozumieniach tworzy i następnie redaguje tygodnik „Samorządność”.

***

Kiedy jednak analizujemy fakty z życia Bądkowskiego pamiętać musimy, że to wszystko się ze sobą niezwykle silnie splatało. Wszak najważniejsze swoje dzieła literackie poświęcił pomorskiemu średniowieczu i książętom gdańsko-pomorskim.  Ale także tematyce morskiej i wojennej, co wprost wiązało się z jego zainteresowaniami i doświadczeniami biograficznymi. Opublikował powieści: Połów nadziei (1959), Wesoło w tropikach (1962), Powtórka (1969), Żołnierze znad Bzury (1969), Wielkie jezioro Gorzkie (1970), Kulminacja (1972), Odwrócona kotwica (1976), Oblężenie (1976), Młody Książę (1980), Huśtawka (1984), Chmury (1984); zbiory opowiadań: Kuter na sztrądzie (1951), Bitwa trwa (1960), Wszystko się liczy (1971) i Sny (1978).

Przy tym twórczość literacka była też formą realizacji jego głównej idei, czyli idei krajowości, którą zwykliśmy postrzegać jako program polityczny. Ale przecież równie dobrze, a nawet pełniej, realizowała się ona w sferze kulturowej.

Formą realizacji idei krajowości oraz rozwijania kaszubsko-pomorskiego regionalizmu była także jego działalność tłumaczeniowa. Przełożył z języka kaszubskiego przede wszystkim arcydzieło kaszubskiej prozy, czyli Żëcë i przigodë Remusa na język polski – Gdańsk 1964 (I wyd.).

Idea krajowości w wymiarze politycznym kładła nacisk na samorządność. A to nie była taka oczywista sprawa w latach 70. i 80.! Bo wtedy nie myślano kategoriami samorządu lokalnego, a już zupełnie regionalnego. Tymczasem dla Bądkowskiego krajowość/samorządność to była „koncepcja i praktyka działalności społecznej i organizacyjnej, opartej o określoną grupę etniczną (lub zespół blisko pokrewnych grup), która w toku procesu historycznego i kulturowego uformowała się w społeczność wewnętrznie spoistą i trwałą, wyróżniającą się wśród innych. Koncepcja ta zakłada samorządne rozwijanie i wzbogacanie życia dzielnicy zamieszkałej przez tę społeczność w ścisłym związku z innymi dzielnicami narodu i państwa oraz w podporządkowaniu nadrzędnym celom narodowej i państwowej wspólnoty[3].

Bądkowski był niechętny demokracji opartej na sporach partyjnych, bo twierdził, że każda partia „ciągnie ku sobie” tracąc z pola widzenia interes ogólny. Zdecydowanie bardziej odpowiadała mu idea samorządności – opierania rozwoju o wyzwalanie zasobów lokalnych i regionalnych, których suma miała przesądzać o dobrobycie narodu i państwa. W Kaszubko-pomorskich drogach pisał: „Demokratyczności ustroju nie uzyskuje się prostym istnieniem kłócących się partii, ale wprzęgnięciem możliwie najszerszych mas ludności do służby państwu”.

Celowo podkreślam rolę państwa! Był bowiem L. Bądkowski zawsze państwowcem. Regionalizm dla niego nie tylko nie kłócił się z ideą silnego państwa, ale wręcz przeciwnie – był jego fundamentem. A na jakość państwa, jego struktury, sposób zarządzania, pozycję ekonomiczną, możliwości polityczne itd. kładł zawsze bardzo silny nacisk. To było zresztą podstawowym elementem jego sporu z PRL-em, jako strukturę nieefektywną, niewydolną, a do tego opresyjną.

Idea państwowa jest wiec jedną z najistotniejszych w dorobku i przesłaniu Bądkowskiego, skierowanym do współczesnych. Państwo nie staje się dobrym samo z siebie! I samo istnienie państwa nie jest celem samym w sobie. Dobre urządzanie państwa to ogromna praca, zbiorowy wysiłek i konieczność nieustannych zabiegów…

***

Można więc – po zreakapitulowaniu podstawowych danych biograficznych – powiedzieć, że Lech Bądkowski był żołnierzem, pisarzem, dziennikarzem, kreatorem nowych idei, organizatorem, regionalistą…

Ale daleko nam jeszcze do prawdy o tej osobie. Cechą bodaj najczęściej mu przypisywaną była odwaga. Ale dla niego równie cenna była rozwaga. Umiejętność kompromisu, rozmowy, nawet z wrogiem. Poszukiwania wyjścia z sytuacji wydawałoby się beznadziejnych. I przede wszystkim praca… Tak organizacyjna, jak i intelektualna. Może ta druga przede wszystkim.

W tym kontekście należy stwierdzić, że kto wie czy największym jego dokonaniem nie była praca wychowawcza. Nie był nauczycielem, ale był wychowawcą. Przeszły przez „jego ręce”, przez – jak pisał Tadeusz Bolduan – twardą szkołę, całe zastępy kaszubskich działaczy oraz młodych opozycjonistów z kręgów solidarnościowych, liberalnych i konserwatywnych (potrafił godzić różne idee – zależało mu raczej na umiejętności myślenia, na zdolnościach do politycznej analizy niż na czystości ideowej, sam przy tym daleki był od jakiegokolwiek ideologicznego zacietrzewienia).

Kiedy SB nadała mu kryptonim „inspirator” to nie pomyliła się w żadnej mierze. Taka właśnie była jego rola.

Dobrze to było widać wtedy, gdy w założonym w 1956 roku ZK nadeszły „chude lata”. Wtedy to ciężar działalności Zrzeszenia przesunął się do tworzących się nieformalnych grup młodzieży i młodej inteligencji. Opiekunem tej młodzieży stał się właśnie L. Bądkowski, z którego inicjatywy powstał klub młodej inteligencji „Pomorania”, przekształcony z czasem w Klub Studencki o tej samej nazwie. W działającej od 1962 r. „Pomoranii”, skupiło się grono osób, które już wkrótce wniosły nowy ferment do organizacji i przyczyniły się do jej odrodzenia i rozwoju…

L. Bądkowski wpoił też dwóm pokoleniom kaszubskiej młodzieży przekonanie o konieczności bycia niezależnym w myśleniu i sprawnym w działaniu. Stał się równocześnie łącznikiem między rodzącymi się środowiskami opozycyjnymi, kręgami literackimi (w dużej mierze wywodzącymi się z dawnych Kresów) a ruchem kaszubsko-pomorskim. Jeśli dziś spojrzy się na zrzeszeniową elitę, to wyraźnie można zauważyć, że znaczna jej część przeszła przez działalność w „Pomoranii”. W ten sposób spełniła się idea L. Bądkowskiego, który chciał, aby klub stał się „podchorążówką Zrzeszenia”, czyli swoistą kuźnią kadr.

***

Ale to nie znaczy, że Bądkowski „głaskał” młodzież czy też swoich współpracowników. Oj, nie… To była trudna szkoła – T. Bolduan miał rację. Dzisiaj w naszym urazowym świecie, gdzie każdy przewrażliwiony jest na punkcie swojej wartości i autooceny takie relacje byłyby pewnie trudne do zniesienia. Ale były one wówczas bardzo szczere. I bardzo realistyczne. Oto w przywołanym już 1962 roku Lech Bądkowski w referacie  pt. Aktualne problemy Zrzeszenia Kaszubskiego i ruchu kaszubsko-pomorskiego, przygotowanym na posiedzenie Zarządu Głównego w rocznicę powołania Zrzeszenia, tak oceniał kondycję własnego środowiska: „Co więcej, dość szybko ujawniło się, że w warunkach które wymagają ofiarności i poświęcenia, nie możemy liczyć na wielu spośród naszych ludzi. Jest to  zapewne najboleśniejsze stwierdzenie tym bardziej, że właśnie liczyliśmy na tradycyjną ofiarność i tradycyjne poświęcenie naszych działaczy społecznych. Przekonaliśmy się, niestety, że do Zrzeszenia wstąpiło sporo osób, które poszukiwały tu własnych często zupełnie konkretnych korzyści, jak np. reprywatyzacja jakiegoś obiektu przemysłowego czy porachunek z prywatnymi antagonistami, lub robienie pieniędzy z tytułu funkcji społecznej”.

I kończył nader trafną konstatacją na temat pracy społecznej: „Czy mamy w naszych rękach środki do jej prowadzenia? Mamy. Środki, to nie znaczy fundusze, sale, lokale, autokary itd. Środki to znaczy nasza pomysłowość i ofiarność. Jeżeli oddział nie posiada własnego lokalu, lokal na zebrania zawsze można wypożyczyć u zaprzyjaźnionej instytucji, można je odbywać w prywatnym mieszkaniu. Pieniądze zbiera się między sobą lub organizuje się imprezy dające pewien dochód. Wszystko to jest w rękach ludzi i tylko od ludzi zależy. (…) pamiętajmy, że przyszłość należy do tych, którzy potrafią ją zrozumieć – i zdobyć”.

Oczywiście, inne były ówczesne realia. Ale pewne zasady społecznej pracy się nie zmieniły. Nie granty, nie pieniądze, nie regulaminy, nie materialna pomoc, nie potencjalne zyski (dosłowne, materialne ale i bardziej przenośne, czyli prestiż i znaczenie) są istotą społecznego zaangażowania. Istotą jest wola, chęć poświęcenia własnego czasu, uwagi i energii. A więc chęć zrobienia czegoś dla innych. A tego nie można robić bez wzajemnego zaufania i umiejętności współdziałania.

Można więc powiedzieć – inspirująca szkoła myślenia i działania Lecha Bądkowskiego, rozwijana czy to w kręgach literackich, czy opozycyjnych, czy kaszubsko-pomorskich (a wszystkie się one ze sobą łączyły) była jednocześnie bardzo tradycjonalistyczna, odwołując się do dawnego etosu inteligenckiego zaangażowania na rzecz innych. A jednocześnie niezwykle nowoczesna, tworząca struktury sieciowe, powiązane, wzmacniające się wzajemne, dające efekt synergii i tworzące – tak ważny dziś – kapitał społeczny.

To dzięki takiej formule wykreowany został w naszym środowisku program, który przygotował nas do wejścia w nowe realia okresu transformacji (czego już L. Bądkowski nie doczekał, umierając w 1984 roku). Jego powstanie nie byłoby możliwe bez kilku zasad, które bardzo trafnie Bądkowski wysnuł analizując życie, działalność i myśl Floriana Ceynowy, twórcy regionalizmu kaszubskiego z połowy XIX wieku. To zresztą dość wymowne, że te swoje myśli o Ceynowie Bądkowski pisał w grudniu 1980 roku, pod wrażeniem wydarzeń polskiego Sierpnia’80. Dlatego nie powinny być zaskoczeniem takie stwierdzenia, dotyczące ciągle aktualnych nauk płynących z postawy Ceynowy:

Pierwsza – trzeba mieć odwagę głoszenia własnych poglądów, także wtedy, gdy wymaga to przeciwstawienia się czynnikom sprawującym władze i okolicznościom, a także własnemu społeczeństwu.

Druga – trzeba posiąść wytrwałość w dobijaniu się o zrozumienie i poparcie dla swego stanowiska, gdy jest ono niepopularne i powszechnie odrzucane.

Trzecia – trzeba wyciągać wnioski z własnych niedostatków i błędów, przezwyciężając je[4]. A więc trzeba być krytycznym wobec samego siebie.

Warto o tych zasadach zawsze pamiętać, bo są one podstawą aktywności publicznej. Bo „kto odnosi zwycięstwo nad sobą przekreśla klęski zadane przez wrogów”.



[1] L. Bądkowski, Pomorska myśl…, s. 45-46.

[2] L Bądkowski, Myśleć samemu, Gdańsk 1990, s. 6.

[3] L. Bądkowski, Kaszubsko-pomorskie drogi, Gdynia 1990, s. 112.

[4] Tamże, s. 12.